czwartek, 29 sierpnia 2013

Buły


Długo nic się nie działo ale trochę się pozmieniało w moim skromnym żywocie i chwilowo często nie mam czasu się nawet kolokwialnie mówiąc w tyłek podrapać.
Ale pozmieniało się chyba na lepsze, więc raczej nie powinnam narzekać.

Żeby nie było, że całkiem nic się nie dzieje, oto jedno z moich szaleństw kulinarnych z "kiedyśtam", jeszcze przed tym jak się pozmieniało i miałam na nie czas i siłę a jakoś nie zebrałam się by wcześniej umieścić wpis - buły
Zostały one zainspirowane jednym z haseł wpisywanych w wyszukiwarkę z odesłaniem na niniejszego bloga, mianowicie "ruchałki drożdżowe", o których już z resztą wspominałam jakiś czas temu.

Dziś niestety tylko zdjęcia buł (tj. bułeczek drożdżowych), gdyż mój magiczny zeszycik z przepisami kwitnie gdzieś w którymś kartonie przygotowanym do przeprowadzki kilkaset kilometrów od mojego aktualnego miejsca pobytu. Jak już się w tym temacie ogarnę nie omieszkam zamieścić również sposobu ich wykonania.






Zapomniałam dodać, że akurat to ciasto drożdżowe jest mega proste i zawsze wychodzi nawet największym sierotom kuchennym.


poniedziałek, 22 lipca 2013

Kocio-joga


Z cyklu: śmiesz-notki


Bo cóż robi kot jak się okazuje, że średnio się mieści w swoim ukochanym transporterku?

Kombinuje!....

Najpierw trochę...

Tak zwana pozycja "Na Supermana"

Potem trochę bardziej niż trochę...

Zwierze mityczne - pół kot, pół transporter.

A potem to już mu naprawdę wszystko jedno czy się będą naśmiewać czy nie - miłość górą ;)

Wersja na upały

Ot jego kociowatość w całej okazałości :)

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
 Tak sobie ostatnio przejrzałam statystyki bloga i doszłam do wniosku, że ludzie są dziwni. Albo z drugiej strony - Internet jest dziwny. Otóż wyszukiwaną frazą kluczową, po której ktoś był znalazł ten skromny przybytek pierniczenia o wszystkim i niczym jest ni mniej ni więcej tylko, cytuję: "ruchałki drożdżowe"...

A ja dalej tak siedzę i się zastanawiam... "co poeta miał na myśli?"

środa, 3 lipca 2013

Twór serwetkopodobny


Powrót do szydełkowania. Trzeba w końcu jakoś te kalorie spalać :)
Z resztek nici pozostałych z dłubania zamówienia ślubnego (które zostanie zaprezentowane jak tylko szczęśliwa, świeżo upieczona małżonka je obfotografuje bo ja już przed ślubem nie zdążyłam - bycie druhenką bądź co bądź zobowiązuje) zaczął powstawać twór serwetkopodobny.
Zawsze podobały mi się szydełkowe składaczki, czyli większe rzeczy tworzone z mniejszych elementów, sukcesywnie dorabianych do całości. Nie mogłam się jednak jakoś do tego zabrać. Odstręczała mnie nieznajomość technik łączenia tychże składowych. Po pewnych ćwiczeniach okazało się to wcale nie takie trudne więc zaczęłam dziergać taką oto serwetkę z kółeczek (czy jak kto się dopatrzy kwiatków).



Ma ona tę zaletę, że uzyskać tym sposobem można dowolny niemal kształt a mam też przy okazji pewność, iż nitka nie skończy mi się w połowie serwetki - ot po prostu nie dorabiam dalej i zostaje taka sobie jaki akurat wymiar uzyska. Nitki mi jeszcze jak widać na załączonym obrazku trochę zostało to pewnie jeszcze i ze 2-3 rządki dorobię. 
Przy okazji odkryłam wyższość kordonka o  wysokim stopniu skręcenia nad tym mniej skręconym przy robieniu serwetek i bieżników - otóż te mocniej skręcane najczęściej wystarczy tylko wyprasować ze sporą ilością pary by je usztywnić. Po takim zabiegu nawet bez krochmalenia trzymają formę i fason - a certolenia mniej :)


Ponieważ wzór nie należy do specjalnie trudnych (ba powiedziałabym nawet, że jest banalny) - same słupki i półsłupki, może w wolniejszej chwili wrzucę fotorelację z instrukcją wykonania i łączenia kwiatków/kółeczek dla chętnych do wykonania takowej tradycyjnej ozdoby wnętrza :)


wtorek, 25 czerwca 2013

Sezonowy zawrót głowy


Temat rzeka, czyli co zrobić jak mamy sezon na truskawki?
Były już naleśniki, koktajl w wersji mlecznej, czekoladowej i bananowej. Samymi nieprzetworzonymi też się już napchaliśmy... a tu dalej są i dalej kusi.
Ciasto... W sumie ok, ale MM przetworzonych termicznie truskawek nie tyknie bo przecież "jak można tak dobre truskawki zmarnować". 
No to ciasto na zimno. A, że jak raz się goście byli zapowiedzieli to i jeść było komu, bo całą blachę wtrząchnąć we dwoje to jednak się zasłodzić można - kot wszakże nie jada, bo to poniżej jego futrzanej godności.
 Stare dobre przepisy, zawsze wypróbowane więc powstało ptasie mleczko w wersji wzbogaconej zarówno smakowo jak i wizualnie.



Przepis już wcześniej zamieszczałam - dla chętnych do znalezienia TUTAJ.
Kruchy spód robi się również banalnie. Mianowicie rozgniatając drobniutko paczkę herbatników (mniej więcej na podobieństwo bułki tartej) i mieszając z połową kostki miękkiego masła, a powstałą papka wygniatając dokładnie spód formy. Na to idą połówki truskawek - można też całe ale ja się bałam, że mi się na blachę nie zmieści całe ciasto, jak widać na załączonym obrazku słusznie, bo weszło na styk. Nawet nie mogłam zalać całkowicie galaretką także trochę owoce mi spod niej wystają. Wniosek - albo bierzemy większą formę (ta ma jakieś 25-26 cm średnicy) albo robimy z połowy porcji. Na wierzch też dajemy owocki i zalewamy galaretką - oczywiście truskawkową ;)

Efekt wyszedł bardziej niż zadowalający, bo jednak samo mleczko jako takie jest trochę mdłe, jeśli chce się zjeść więcej a lekka kwaskowatość truskawek łamie tą tendencję. Zresztą goście byli zachwyceni - przynajmniej tak twierdzili (w sumie to połowa tak twierdziła a druga połowa nic nie mówiła i jadła - znaczy jakieś obrzydliwe nie było).



poniedziałek, 10 czerwca 2013

Ślubna karteluszka



Narobiło się teraz tych ślubów, że hej. Znajomi nasi za się wychodzą na potęgę ;)
Dziś przedstawiam karteczkę, jaką dla jednej z par wydziergałam. 
W zasadzie wyszyty obrazek leżał sobie od roku już skończony, bo zaczęłam go robić jak tylko się dowiedziałam, że postanowili sobie przysiąc i ustalili datę (przez co musiałam kawałek na dniach spruwać bo termin z przyczyn niezależnych życiowo zmieniali). Niemniej zademonstrować wcześniej gotowej pracy nie wypadało, bo nie było by niespodzianki jakby nie daj Najwyższy zaglądnęli na bloga i zobaczyli :)

Wzór obrazka znalazłam w niezawodnych jak zawsze czeluściach Internetu. Oprawiony został w zwykły kolorowy blok techniczny.

A tak wygląda w całej okazałości:

Karteczka od "frontu"
Do karteczki oczywiście koperta - też ręcznie robiona bo akurat odpowiedniego rozmiaru w zapasie nie stało
Środek
Wierszyki są autorskie i kombinowane na poczekaniu więc proszę się nie śmiać z ich marnej wartości poetyckiej ;)


P.S. Zdjęcia niestety trochę ciemne za co uniżenie przepraszam. Nie miałam niestety jak zrobić innych bo oprawianie odbywało się na ostatnią chwilę (jak to zwykle u mnie)