Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Companion Cube. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Companion Cube. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 8 stycznia 2013

Ach ta sława...


Drodzy Państwo chciałam zakomunikować, że mój osobisty Portalowy Companion Cube z piernika jest "sławny". 

Po tym jak dostępną na blogu instrukcję wykonania Towarzysza Kostka umieściłam również na Wykop.pl, została podchwycona także przez jedną ze stron z "niusami" dla geeków, graczy i innych ludzi kochających swoje komputery oraz przypisujących im osobowość żeńską, mianowicie: http://www.nerdsajt.pl/2012/12/17/portalowy-companion-cube-z-piernika/  
Treści tam zawarte odrobinę się różnią - choćby wrzucone są na Pokazywarkę, a nie jako link do bloga. Bo niestety społeczność Wykopu jest specyficzna i gdybym tak zrobiła zapewne zostałabym zjechana za "spamowanie bezsensownym blogiem o *upie Maryni", a nie o to chodziło.

Ech ta sława. Niedługo nie będę mogła się od wielbicieli opędzić... (to z kolei był sarkazm)

piątek, 4 stycznia 2013

Towarzysz Kosteczek ;)


Gdzieś w połowie października tego roku wybrałam się byłam jako osoba towarzysząca na poznański Japanicon (trzecią edycję). Tam też, wśród ton animkowych pierdółek typu przypinki, zakładki, breloczki czy inne kocie uszki znalazłam coś znacznie bardziej inspirującego - pluszowy Companion Cube. Co prawda był to sześcienny kawałek gąbki obciągnięty tkaniną w odpowiedni wzorek, ale i tak był urzekający. Niestety, w momencie kiedy już zdecydowałam się go zakupić (bo tani nie był jak na użyte do wykonania materiały) jak na złość wzięły i się skończyły a twórcy nie prowadzili sprzedaży wysyłkowej (dopytałam się a jakże). 
Przeszukiwać tedy jęłam Otchłanie Internetu w poszukiwaniu rozwiązania problemu - a nuż jednak gdzieś indziej sprzedają. Tak nawiasem mówiąc, wtedy też odnaleźliśmy piernikową wersję i narodził się pomysł na tegoroczny, świąteczny  "domek". Jeśli chodzi o pluszaka, wysiłki jednak nie przyniosły zadowalającego efektu. 
Pozostało jedynie zaprząc do działania własny pomyślunek, wyobraźnię i zdolności, by przyjemność sprawić swojemu mężczyźnie, bo i jemu idea takiego małego czegosia niezmiernie się spodobała. A że z pomocą haftu krzyżykowego poradzić można sobie niemal z każdym obrazkiem, postanowiłam pójść właśnie w tym kierunku. Jak dość szybko się okazało nie byłam pierwsza i nawet nie musiałam za bardzo męczyć się z tworzeniem wzoru - ot wystarczyło połączyć i zmodyfikować te już istniejące. Haft krzyżykowy mimo wielu niewątpliwych zalet wymaga jednak trochę pracy więc na 30-centymetrowego Kostka bym się nie porywała. 
Powstał zatem malutki Kosteczek, w sam raz do międlenia w łapkach dla informatyka. Teraz już po świętach więc mogę Wam zademonstrować jak wyszedł - robił za dodatek do prezentu więc wcześniej nie wypadało ;)

Tu jeszcze na etapie tworzenia
I sam wzór w przybliżeniu
A tu już produkt finalny: 5,5 x 5,5 cm




Dla zainteresowanych użyte materiały:
  • Kanwa 11ct (czyli 44 krzyżyków na 10cm) - zwykła polska
  • Mulina Ariadna w trzech kolorach:
    • ciemny szary - tu nr. 671 (wg. nowej numeracji: 1818)
    • jasny szary - tu nr. 667 (wg. nowej numeracji: 1814) 
    • jasny różowy - tu nr. 477 (wg. nowej numeracji: 1567)
    (haftowałam 3 nitkami muliny)
  • Gąbka tapicerska 
  • Igła - używam ostrej nawet do kanwy
  • Nici do zszycia (wzięłam białe, choć jak kto ma, można dopasować kolorystycznie)

I na koniec jeszcze ciekawostka: piernikowy większy kolega został dziś oficjalnie napoczęty.
Ten maskotkowy mam nadzieję przetrwa dłużej ;)
 

niedziela, 16 grudnia 2012

Świątecznego pierniczenia cz. 2.


Poprzedni wpis zakończyliśmy na dopiekaniu ciasta i dramatycznym wejściu Zdzisława...

Dziś obiecany ciąg dalszy...


"Making off Towarzysz Kostek"

Odcinek 2 - ostatni

Kiedy mamy już gotowe i wystudzone wszystkie elementy...



czas zająć się  ich montażem. Sklejać będziemy je ze sobą karmelem. Praca z nim jest trochę upierdliwa ale jest świetny do dużych konstrukcji - skleja błyskawicznie i naprawdę mocno. Możemy się też bawić bardzo gęstym lukrem (a moja ciocia wykorzystywała do domków nawet masę serową) ale nie ręczę za rezultat a i na pewno zajmie nam to więcej czasu - kolejne ścianki przyklejamy bowiem dopiero gdy "zaprawa" poprzednich zastygnie.
Tak więc karmel... Przygotowujemy go rozpuszczając na suchej patelni lub w garnku zwykły cukier kryształ. Ja wykorzystałam około szklanki. Pamiętajmy, by cały czas mieszać, bo bardzo szybko przywiera do dna i się przypala. Gdy masa jest już płynna


przystępujemy do klejenia

Ponieważ MM robił zdjęcia, ściany trzymała puszka

Karmel ma to do siebie, że błyskawicznie zastyga nie tylko na piernikach ale też w garnku. Dobrze więc cały czas mieć włączony dyżurujący palnik na kuchence i co chwila podgrzewać zawartość garnka do pożądanej konsystencji. Uwaga! Za wszelką cenę unikamy kontaktu ze skórą - jest piekielnie gorący.
Tak więc kleimy dalej...

Te "włoski" to po prostu ciągnący się karmel - bardzo fajnie się wyjada ;)




Aż powstanie sześcianik. Trochę on nierówny bo ciasto różnie wyrastało ale i na to jest sposób (niestety do wykorzystania już następnym razem - teraz musi zostać jak jest). Można elementy wyciąć z ciasta minimalnie większe niż szablony i dociąć równiutko do odpowiedniego rozmiaru kiedy ciasto jeszcze jest miękkie zaraz po wyjęciu z piekarnika. Aaa, Butelka z Kubusiem też "trzymała"
Dalej kleimy "ozdóbki". I jeszcze raz proszę, uważajcie na palce - karmel jest baaardzo gorący (tak mówię bo się sama sierota poparzyłam to wiem).



 
E voila (jak mawiają Francuzi)...
Teraz już tylko "pokolorować" i gotowe. 
Przygotowujemy lukier: Do zachomikowanego wcześniej białka z lodówki dodajemy stopniowo ubijając szklankę cukru pudru - lukier do rysowania powinien być gęsty. Dobrym rozwiązaniem gdy nie mamy profesjonalnej szprycy cukierniczej jest użycie małego woreczka strunowego z odciętym rogiem - wygodnie się trzyma i pozwala na precyzyjne operacje. Tu przykład zastosowania.


Potem jednak koncepcja uległa zmianie i wypukłe elementy zostały pociągnięte pędzelkiem białym lukrem a serduszka na środku narysowałam różowym (barwienie sokiem innym niż buraczkowy to zły pomysł, najlepsze jednak są chyba barwniki spożywcze) co dało finalny efekt w postaci tegoż widoku: 



Te dwie choineczki z przodu to po to by bardziej świątecznie było ;)

Teraz Companion Cube (vel Towarzysz Kostek) dumnie spoczywa na półce nad Centrum Dowodzenia Wszechświatem w oczekiwaniu na Święta. 



(ważne - półka jest niedostępna dla kota)


KONIEC

czwartek, 13 grudnia 2012

Popierniczyło mnie ;) - cz.1


Dziś długo. Baaaardzo.

Ponieważ Święta już niedługo, czas nastał najwyższy na czynność kolokwialnie zwaną "pierniczeniem". 
Mieszkanie z informatykiem zobowiązuje. Mieszkanie z graczem Portala zobowiązuje dodatkowo (swoją drogą bardzo fajna gra, samej mi się zdarzyło pogrywać w 2). Dlatego też, zamiast sztampowego domku z piernika czy standardowych serduszek/choineczek/bałwanków/dzwoneczków... czy innego świątecznego badziewia, powstał twór jedynie domkoidalny, za to znacznie bardziej pasujący do konwencji naszego małego świata... 
Pomysł na tego typu rozwiązanie wpadł mi do głowy gdy zobaczyłam zdjęcie podobnego (ale ładniejszego) modelu w Internecie, a jak zobaczył go MM (Mój Mężczyzna) nie było przebacz - stoisz kobieto w kuchni i robisz.

Moi drodzy, przedstawiam Wam zatem Valve Corporation Portal - Companion Cube (zwany pieszczotliwie Towarzyszem Kostkiem).... z piernika!


Zapraszam więc na świąteczną opowieść (w odcinkach) pod tytułem: 


"Making off Towarzysz Kostek"

Odcinek 1
Za oknem zima...

Kot ledwie wystaje z pieleszy...


Pora więc coś zmalować - czyli udać się do królestwa odwiecznie przynależnego kobietom by tam realizować się życiowo (to taki efekt lekkiego przepierniczenia - cały dzień w kuchni daje po psychice).

Na początek słów kilka o samym cieście. Wszelkie wyroby mające z niego powstać wykonujemy na co najmniej 2-3 tygodnie przed planowanym spożyciem. Zaraz po upieczeniu bowiem, ledwo radzą sobie z nim nawet głodni studenci - wiem z doświadczenia, bo za czasów studenckich, w akademiku też kiedyś odważnie robiłam. Niemniej, dzięki tej właściwości świetnie nadaje się ono tez na różnego rodzaju twory duże i niestandardowe - tak jak nasz Towarzysz Kostek. Te 2 do 3 tygodni gotowe ciastka potrzebują, by zebrać wilgoć z powietrza, dzięki czemu miękną, stając się w pełni zjadliwe. Dobrze trzymać je w puszce z suszonymi jabłkami - nabierają wtedy miłego aromatu i lepiej ściągają wilgoć. Długi czas oczekiwania na przysmaki ma jeszcze jedną zaletę. Mianowicie pierniczenie mamy za sobą jeszcze przed całym świątecznym kociołkiem i możemy poświęcić mu maksimum należytej uwagi.

Ad rem...

Składniki:
  • 75g margaryny
  • 250g miodu
  • 125g (ok. 2/3 szklanki) cukru (zwykłego kryształu)
  • 500 g mąki pszennej
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 2 łyżeczki kakao
  • opakowanie przyprawy do piernika
  • 1 jajko
Z podanych proporcji powinno wyjść koło 50-60 standardowych pierniczków, przy czym poniższa relacja przedstawia pracę z podwójna porcją. W swej naiwności myślałam bowiem, że z jednej będą ciasteczka a z drugiej twór domkoidalny. Praktyka jednak szybko zweryfikowała moje poglądy.

Dodatkowo:
  • szklanka cukru (na karmel)
  • szklanka cukru pudru (na lukier)
  • 1 jajko (do smarowania ciasta i na lukier)
  • czerwony/różowy barwnik spożywczy lub koncentrat z buraczków czerwonych 
Wizualizacja przedmiotu zainteresowania (o cukrze pudrze i trzecim jajku w dalszej części - na razie ciasto)
Na początek wrzucamy do rondelka margarynę, miód i cukier


i powoli roztapiamy na wolnym ogniu, cały czas mieszając aby nic nie przywierało i się nie przypaliło. Po uzyskaniu jednolitej, płynnej masy - to jest kiedy nic nam pod łyżką przy mieszaniu nie zgrzyta a całość wygląda mniej więcej tak:


Odstawiamy do ostygnięcia, pamiętając żeby co 2-3 minuty w garnku pomieszać, by masa się nie rozwarstwiała i równo stygła.


Proces ten może trochę zająć. Można się też posiłkować np. miską z zimną wodą lub zaokiennym mrozem, ale tego drugiego raczej nie polecam, bo trzeba tam stać i mieszać na zimnie... brrrr
W tak zwanym międzyczasie przygotowujemy suche składniki. Do sporej miski wsypujemy mąkę, przyprawę do piernika, proszek do pieczenia i kakao (tego ostatniego nie było w oryginalnym przepisie, ale dla lepszego kolorku warto - wypróbowane wielokrotnie)


I wszystko ładnie mieszamy. Jak kto ma czym, można przesiać, żeby nie było grudek.


Gdy masa miodowa już przestygnie - to jest, można do niej spokojnie włożyć paluch lub trzymać za dno rondelka bez poparzenia ale dalej jest ciepła- dodajemy ją do suchych składników razem z jakiem (w tym przypadku dwoma)

Od razu robi się weselej :)
Jeśli masa będzie za gorąca to  
a) poparzymy łapy przy zagniataniu ciasta, 
b) zetnie się białko z jajka i wszystko do wyrzucenia.
Zagniatamy wszystko na gładkie ciasto

Artystyczny proces zagniatania
Jeśli ciasto nie chce się zlepić można dodać odrobinę wody lub mleka, jeśli się maże - trochę mąki. Generalnie po wszystkich zabiegach masujących powinno wyglądać mniej więcej tak:


Pod tąż ścierką zostawiamy je sobie, niech poodpoczywa kontentne po naszym masażu z godzinkę czy 2, a my w tym czasie możemy pozajmować się czymś innym, np. szablonami.
Moje wyglądają tak: 


Jeśli chodzi o wymiary. Największy kwadrat (bok sześcianu) - 20 x 20 cm, średnica koła - 7,5 cm, narożniki to 6 x 6 cm z małym wycięciem a ten najmniejszy - jakieś 4 x 2,5 cm.


Poza tym rozdzielamy trzecie jajko - białko chwilowo chowamy do lodówki a żółtko lekko roztrzepujemy z 3-4 łyżkami wody (lub mleka) - będzie do smarowania ciastek przed pieczeniem.

Kiedy już ciasto sobie odpocznie a my zdążymy zrobić i zjeść obiad, bierzemy się za wałkowanie. Rozpłaszczamy je przy pomocy wałka na placki nie grubsze niż 3 do 5 mm (potem i tak jeszcze urośnie w trakcie pieczenia) i wycinamy potrzebne nam kształty - ja użyłam jak widać nożyka.




Uwaga. Ze względu na sporą zawartość glukozy w różnej postaci ciasto jest klejące - nie żałujemy mąki na podsypkę inaczej przylepi się na amen do blatu. Robimy po 5 zestawów ozdobników - nie będziemy żadnego przyklejać na spód, by był stabilny. Nie ma co ukrywać, że gotowy Companion Cube trochę waży i musi mieć stabilną podstawę, a ozdóbki trochę by ją osłabiły. No i ma on stać i wyglądać (a potem smakować) - nie będziemy nim grac w piłkę nie musi być jednakowy z każdej strony. 
Wycięte elementy kładziemy na blachę - najlepiej wyłożoną papierem do pieczenia...


...smarujemy roztrzepanym jajkiem...


...i pieczemy


Jeśli chodzi o sam proces pieczenia to najlepszą temperaturą jest koło 180 C. Ze względu na wielkość na raz mieściła się tylko jedna ścianka - musiały one posiedzieć jakieś 10-12 min. Mniejszym elementom takim jak kółka czy narożniki wystarczyło 8 min w tej samej temperaturze a tym najmniejszym nawet 6 min. 
Zaraz po wyjęciu z piekarnika ciasto jest miękkie i podatne na uszkodzenia więc należy z nim uważać. Najlepiej zostawić na kratce na 5-10 min do odparowania. Po całkowitym ostygnięciu zyska wytrzymałość i twardość płyty kartonowo-gipsowej więc potem już nie trzeba się cackać - niemniej po ścianach nie rzucamy. Pamiętajmy też, by razem piec elementu mniej więcej równej wielkości.
Wszystkie pozostałe elementy też ładnie dopiekamy


Tak wiem, jeden się przypalił (będzie na tył)
Jak widać jeden z kwadratów jest bardziej prostokątem. To po to, by łatwiej się na niego ustawiało pozostałe - będzie robił za podstawę.
W między czasie przyszedł Zdzisław sprawdzić co dobrego robią


I wymownie dać do zrozumienia, że powinno być z mięsa


 
Koniec odcinka 1. 

C.D.N

P.S. Niech ten dramatyczny zwrot akcji nie daje Wam spać po nocach ;)